Minimalistycznie Przez Życie

Małe przygody w wielkim świecie


O tym, jak pieprzyłem się z tą stroną.

Dzień dobry. Pierwszy wpis. Narodzony w bólach, w wiele dni, przy pomocy kilku mocnych drinków rudej z colą, metodą prób i błędów. Ale może po kolei. Pomysł na bloga nie jest nowy. Ba, posiadałem już jedną tego typu stronę. Biedną, na WordPressie, stworzoną lata temu i zgubioną gdzieś po drodze. Zgubioną = jakiś kutas mi ją zajebał. Niemniej, chodząc przez ostatni rok na terapię doszedłem do wniosku, że to może być bardzo pomocne dla mojej durnej bańki, żeby powrócić do pisania wysrywów w necie. I tak oto pomysł się urodził. A skoro jest pomysł, to teraz trzeba go wcielić w życie.

Kierowałem się kilkoma banalnymi zasadami:

  1. Żadnego WordPressa. Miałem, przerobiłem, nie chcem.
  2. Żadnego gotowego szablonu. Strona miała powstać całkowicie od zera.
  3. Żadnego płatnego hostingu - wszystko ma być za darmo, bo nie upadłem jeszcze na łeb tak, żeby płacić za publikowanie moich zrytych myśli.
  4. Fajnie, żeby był moduł CMS do prostego zarządzania treściami, czyt. żeby kurwa się prosto wpisy wrzucało, a nie żebym musiał rozbudowywać index.html do rozmiarów IBSCUtils w ServiceNow.
  5. Ma być prosto jak budowa cepa.

Jestem geekiem i nerdem, ale na hostingu się, kurwa, nie znam, więc poprosiłem Gemini, żeby podpowiedział gdzie zacząć. Odpowiedź - wrzuć se stronę na Netlify. Ale zaraz, jaką stronę? Tej jeszcze nie mam przecież. No to po kolei. Zamysł minimalistyczny jest, więc proszę frajera, żeby mi wypluł HTMLa z CSSem. No i wypluł, więc zadowolony wrzucam stronę na Netlify. Wszystko działa, ale moment, gdzie tu się wpisy dodaje? Odpowiedź: weź se dodaj wpis prosto w pliku .html i go wpuść na serwer. I tu mi witki opadły, bo pomysł równie udany co wzięcie mnie na TenneT bez niemieckiego. Kolejny zonk - hosting niby darmowy, ale miesięcznie jest 400 kredytów do wydania. Każdy release to - 15 kredytów. Rozjebałem je w godzinę a strona wciąż wyglądała chujowo. No to zmiana podejścia - GitHub + Cloudflare Pages. Co kurwa? GitHub znam, ale piwniczakiem nie jestem i korzystałem z niego raz, pobierając theme do mojego MustardOS'a na konsolę Anbernic. A Cloudflare to już w ogóle jakaś czarna magia.

No ale nic, 3 drink z rudą w dłoń i jedziemy. No i tak żem pojechał, że jak zacząłem o 20, tak o 1 w nocy nie udało mi się nawet połączyć dwóch systemów. W czubie miałem już mocno, więc popierdoliłem zabawę i rzuciłem w diabły. A jak rzuciłem, to nie ruszyłem aż do dzisiaj. Dlaczego? Bo dopiero wczoraj dostałem moją nową zabawkę - mini PC GMKTec EVO-X1. Niech kozły świat, jaka to jest cudowna maszyna! Ale o niej pewnie osobny wpis się pojawi. No, także ten, piąteczek, piątunio, mini PC ogarnięty, to wracamy do ogarniania bloga. Zacząłem od zera - wyjebać wszystko z GitHuba i Cloudflare'a i krok po kroku to wszystko jakoś zszyć ze sobą. I, o dziwo, udało się. Nie bez problemów, nie bez licznych committów na Gicie i poprawek kodu wszystkich plików, nie bez wyczerpania darmowego limitu promptów na Gemini, ale w końcu się udało i tak oto powstała strona. Mała, minimalistyczna, ale kurwa, od zera moja. I to jest fajne. Chuj, nawet mam minimalistyczny favicon, widzicie?

A teraz? Teraz jeszcze dopieszczanie, bo mnie chuj strzela jak coś mi się nie podoba, jakaś tam dodatkowa konfiguracja, może jakieś nowe ficzery i bajery, ale najważniejsze to rozbujanie tego bloga na nowo. Jak wyjdzie - a cholera wie!

Tymczasem.. dobrej lektury, miłej (wątpliwej) zabawy. A ja uciekam do wyra do żony a potem na Kanada - Bośnia i Hercegowina. Szlagier!

← Powrót do strony głównej