Dzień dobry. Pierwszy wpis. Narodzony w bólach, w wiele dni, przy pomocy kilku mocnych drinków rudej z colą, metodą prób i błędów. Ale może po kolei. Pomysł na bloga nie jest nowy. Ba, posiadałem już jedną tego typu stronę. Biedną, na WordPressie, stworzoną lata temu i zgubioną gdzieś po drodze. Zgubioną = jakiś kutas mi ją zajebał. Niemniej, chodząc przez ostatni rok na terapię doszedłem do wniosku, że to może być bardzo pomocne dla mojej durnej bańki, żeby powrócić do pisania wysrywów w necie. I tak oto pomysł się urodził. A skoro jest pomysł, to teraz trzeba go wcielić w życie.
Kierowałem się kilkoma banalnymi zasadami:
- Żadnego WordPressa. Miałem, przerobiłem, nie chcem.
- Żadnego gotowego szablonu. Strona miała powstać całkowicie od zera.
- Żadnego płatnego hostingu - wszystko ma być za darmo, bo nie upadłem jeszcze na łeb tak, żeby płacić za publikowanie moich zrytych myśli.
- Fajnie, żeby był moduł CMS do prostego zarządzania treściami, czyt. żeby kurwa się prosto wpisy wrzucało, a nie żebym musiał rozbudowywać index.html do rozmiarów IBSCUtils w ServiceNow.
- Ma być prosto jak budowa cepa.
Jestem geekiem i nerdem, ale na hostingu się, kurwa, nie znam, więc poprosiłem Gemini, żeby podpowiedział gdzie zacząć. Odpowiedź - wrzuć se stronę na Netlify. Ale zaraz, jaką stronę? Tej jeszcze nie mam przecież. No to po kolei. Zamysł minimalistyczny jest, więc proszę frajera, żeby mi wypluł HTMLa z CSSem. No i wypluł, więc zadowolony wrzucam stronę na Netlify. Wszystko działa, ale moment, gdzie tu się wpisy dodaje? Odpowiedź: weź se dodaj wpis prosto w pliku .html i go wpuść na serwer. I tu mi witki opadły, bo pomysł równie udany co wzięcie mnie na TenneT bez niemieckiego. Kolejny zonk - hosting niby darmowy, ale miesięcznie jest 400 kredytów do wydania. Każdy release to - 15 kredytów. Rozjebałem je w godzinę a strona wciąż wyglądała chujowo. No to zmiana podejścia - GitHub + Cloudflare Pages. Co kurwa? GitHub znam, ale piwniczakiem nie jestem i korzystałem z niego raz, pobierając theme do mojego MustardOS'a na konsolę Anbernic. A Cloudflare to już w ogóle jakaś czarna magia.
No ale nic, 3 drink z rudą w dłoń i jedziemy. No i tak żem pojechał, że jak zacząłem o 20, tak o 1 w nocy nie udało mi się nawet połączyć dwóch systemów. W czubie miałem już mocno, więc popierdoliłem zabawę i rzuciłem w diabły. A jak rzuciłem, to nie ruszyłem aż do dzisiaj. Dlaczego? Bo dopiero wczoraj dostałem moją nową zabawkę - mini PC GMKTec EVO-X1. Niech kozły świat, jaka to jest cudowna maszyna! Ale o niej pewnie osobny wpis się pojawi. No, także ten, piąteczek, piątunio, mini PC ogarnięty, to wracamy do ogarniania bloga. Zacząłem od zera - wyjebać wszystko z GitHuba i Cloudflare'a i krok po kroku to wszystko jakoś zszyć ze sobą. I, o dziwo, udało się. Nie bez problemów, nie bez licznych committów na Gicie i poprawek kodu wszystkich plików, nie bez wyczerpania darmowego limitu promptów na Gemini, ale w końcu się udało i tak oto powstała strona. Mała, minimalistyczna, ale kurwa, od zera moja. I to jest fajne. Chuj, nawet mam minimalistyczny favicon, widzicie?
A teraz? Teraz jeszcze dopieszczanie, bo mnie chuj strzela jak coś mi się nie podoba, jakaś tam dodatkowa konfiguracja, może jakieś nowe ficzery i bajery, ale najważniejsze to rozbujanie tego bloga na nowo. Jak wyjdzie - a cholera wie!
Tymczasem.. dobrej lektury, miłej (wątpliwej) zabawy. A ja uciekam do wyra do żony a potem na Kanada - Bośnia i Hercegowina. Szlagier!