Minimalistycznie Przez Życie

Małe przygody w wielkim świecie

O tym, jak sobie robiłem upgrade biurka.

To, że jestem zapierdziałym nerdem, to już wiecie, a jeśli nie wiecie, to powinniście wiedzieć. A oprócz tego, że jestem nerdem, to jak się na coś uprę, to klękajcie narody. No i tak ze 2 miesiące temu powstała u mnie myśl, że kurde, to moje biurko i sprzęty na nim to o kant dupy potłuc są. Mało miejsca, już wszystko niewydajne, stare i tak dalej. No chujowo się z tym czułem. Co z tego, że mam tysiąc konsol i innych sprzętów? Uparłem się na upgrade biurka i co za tym idzie peceta.

Czytaj dalej...

O tym, jak pieprzyłem się z tą stroną.

Dzień dobry. Pierwszy wpis. Narodzony w bólach, w wiele dni, ~~przy pomocy kilku mocnych drinków rudej z colą~~, metodą prób i błędów. Ale może po kolei. Pomysł na bloga nie jest nowy. Ba, posiadałem już jedną tego typu stronę. Biedną, na WordPressie, stworzoną lata temu i zgubioną gdzieś po drodze. Zgubioną = jakiś kutas mi ją zajebał. Niemniej, chodząc przez ostatni rok na terapię doszedłem do wniosku, że to może być bardzo pomocne dla mojej durnej bańki, żeby powrócić do pisania wysrywów w necie. I tak oto pomysł się urodził. A skoro jest pomysł, to teraz trzeba go wcielić w życie.

Czytaj dalej...

Nie znaleziono wpisów spełniających kryteria.

Kontakt

Masz pytania? Chcesz poczytać więcej moich wypocin w necie? Chcesz mnie zwyzywać albo polemizować? Napisz do mnie!

Email: dave.pytel@gmail.com

Znajdziesz mnie również tutaj:

Newsletter

Chcesz wiedzieć, kiedy pojawi się nowy wpis? Zostaw adres e-mail. Nie wysyłam reklam ani spamu — tylko informację o nowym artykule.

Moje zdjęcie

Cześć, miło Cię poznać!

Nazywam się D. Jestem autorem tego bloga, niesamowitą marudą i, po trosze, marzycielem. Mimo, że moje wypociny nie są najwyższych lotów i w przekazywaniu uczuć i myśli muszę korzystać z komputera, w moim umyśle jestem wolny.

„Minimalistycznie Przez Życie” to (nie)codziennik w postaci blogowej, w którym zamieszczam swoje wypociny powstałe w efekcie, niespodzianka, przepływu myśli. A że tych mam w nadmiarze, to czasami/często/rzadko/codziennie/raz na miesiąc/spadaj na drzewo*, płodzę z nich jakiś wpis. Niekiedy powstaje on szybko i bezboleśnie, innym razem płodzenie to przypomina rodzenie pięcioraczków bez cesarskiego cięcia. Ogólnie jest to moje miejsce w sieci, gdzie mogę spożytkować swoją frustrację gdy mnie mózg boli. Bo wbrew pozorom przepływ myśli boli. A z tymi wpisami to różnie bywa. Są one jak komety. Niektóre robią na niebie spektakularny rozpizd, inne przemykają bez echa, wychwycone okiem wytrawnych/przypadkowych obserwatorów. Tak też jest z moimi wpisami. Co poniektóre wypuszczają obfity warkocz i wybuchają fajerwerkami jak krowia kupa wysrana wprost na rozregulowaną minę przeciwpiechotną. Inne spokojnie i w milczeniu przemykają obszar internetowego układu gwiezdnego – bez żadnych sensacji i innych atrakcji. Ale ważne, że są. Bo są ładne i (nie)codzienne. Zapraszam do lektury. Robicie to na własną odpowiedzialność. * – niepotrzebne skreślić